World of Warcraft - ciąg dalszy

Już spory kawałek mojego życia zmarnowałem w najpopularniejszej i chyba najbardziej dopracowanej grze ze studia Blizzard, MMORPG o nazwie World of Warcraft. Chcę się podzielić moją opinią na temat tej gry.

Przede wszystkim - wielkość świata. Ilość obszarów, które powoli odkrywamy, postaci (także tych znanych z innych dzieł Blizzarda), z którymi się stykamy, zadań, które wykonujemy jest wprost oszałamiająca. Pomimo mocno przestarzałego silnika graficznego oprawa wideo ma swój czar, a w niektórych lokacjach wprost powala. Ścieżka dźwiękowa stanowi doskonałe tło i wpisuje się w klimat gry.

Chociaż atmosfera w WoW-ie jest zdecydowanie baśniowa, można też dostrzec pewne - mniej lub bardziej ukryte - nawiązania do "naszego" świata, które niejednokrotnie poprawiły mi humor. Na przykład biskup Światła w stolicy państwa ludzi nazywa się DeLavey, zaś pewna sówka latająca po pustynnym Tanaris nosi imię O'Reilly. ;)

Doskonały system PvP pozwala sprawdzć swoje umiejętności podczas walki z innymi graczami. Dostępne są rozmaite Battlegrounds, których zasady przywodzą na myśl raczej te z typowych sieciowych strzelanek. Osiągnięcia w takich starciach są nagradzane punktami Honoru, za które można zakupić różne nagrody.

PvE także nie zostało zaniedbane i dostarcza wiele godzin wspaniałej rozrywki. Po osiągnięciu maksymalnego poziomu doświadczenia możemy z pomocą innych graczy wykonywać tzw. instancje, czyli oddzielone od reszty świata podziemia, z założenia przeznaczone do gry wieloosobowej. Zwykle mają swoją fabułę, ukryte "smaczki" i potężnych bossów do pokonania. W wielu z nich spotkamy bohaterów poprzednich produkcji z serii Warcraft.

To co jest najlepsze w World of Warcraft to podejście jego twórców. Blizzard niemal co chwila wydaje poprawki i patche, stara się jak najbardziej zbalansować rozgrywkę PvP i urozmaicić świat. Każda większa łata dodaje nową instancję, nowe przedmioty i możliwości rozwoju postaci. GM-owie angażują się w sprawy poszczególnych serwerów i chętnie pomagają w razie wątpliwości bądź problemów.

Zdecydowanie polecam WoW-a wszystkim, którzy potrzebują oderwania od przyziemnych spraw, a którym niemały jak na polskie warunki abonament i brak wersji w ojczystym języku zupełnie nie przeszkadzają.

Dodane 15 lutego 2008 o 23:08:02 w kategoriach 'Gry'

Szczyt lenistwa?

Trochę czasu temu reinstalowałem Windowsy. Standardowa procedura: jakieś LiveCD + chroot + grub-install i wsio działa... Czyżby?

Po dobrej chwili kombinowania (czyt. bezmyślnego wpatrywania się w sypiącego błędami GRUB-a) doszedłem do wniosku, że oprócz rezania MBR-ki instalator systemu od MS zafundował mi drobną zmianę w numeracji partycji. Żeby dostać się do mojego Linuksa pobawiłem się chwilę konsolą bootloadera. Jak już się udało - oczywiście przepisałem od podstaw /etc/fstab (cholerne UUID-y w ubunciastych fstabach!). Wypadało wtedy zmodyfikować konfigurację bootloadera na stałe... Obiecałem sobie, że zrobię to "później". No i obiecuję do tej chwili, za każdym razem dostając się do systemu metaforycznymi tylnymi drzwiami :D

Dodane 10 lutego 2008 o 21:49:17 w kategoriach 'Linux'

Kultury trochę

Dzisiaj byłem z kumplami w kinie. Uznaliśmy, że film nie jest tak ważny jak sam fakt wyjścia ze znajomymi - więc wybraliśmy pierwszy lepszy, byle nie kreskówka czy polska komedia romantyczna. Dokładniej: padło na Królestwo.

Film całkiem do przełknięcia. Oparty na mocno wytartym schemacie: kilku bohaterskich funkcjonariuszy hamerykańskich służb ratuje świat (albo przynajmniej pewien jego kawałek) przed "tymi złymi". W tym przypadku akcja umiejscowiona jest w Arabii Saudyjskiej, "ci dobrzy" to FBI, zaś "ci źli" to islamscy ekstremiści. Oglądało się całkiem przyjemnie, ale nic szczególnego to to nie jest. Szerzej recenzował nie będę, bo pewnie nie raz już to zrobiono, a mi się strasznie nie chce.

Po filmie wstąpiliśmy do Empiku, gdzie kupiłem sobie Lód Dukaja. Opasłe tomiszcze, ponad 1000 stron drobną czcionką. Będzie co robić w ferie.

Przy okazji łażenia po sklepach zgubiliśmy jednego kolegę - akurat tego, który nie miał przy sobie telefonu komórkowego. Skończyło się nieco chaotycznymi poszukiwaniami, na szczęście niezbyt długimi.

Właśnie skończyłem pyszną herbatę z sokiem malinowym. Teraz siedzę sobie i czytam niedawno zakupioną książkę. Być może jak skończę naskrobię drobną recenzję...

Dodane 09 lutego 2008 o 21:03:45 w kategoriach 'Linux'

KDE4

Niedawno przesiadłem się z Xfce4 na KDE - też 4. W tym wpisie chciałbym krótko opisać moje odczucia związane z nową, podobno stabilną, wersją srodowiska KDE.

Tak na samym wstępie - splashscreen. Dopracowany, integrujący się ze standardowym motywem graficznym. Już na początku robi dobre wrażenie. Dalej mamy czysty pulpit z ładnymi ikonkami i przykładowym widgetem, oparty oczywiście na Plasmie. Tutaj małe rozczarowanie: nawet bez włączonych graficznych wodotrysków wszystko działa odrobinę ociężale. Dalsze używanie przyniosło ich mniej, bo tego mniej więcej się spodziewałem. Parę crashy, sypiące się plasmoidy, ale ogólnie da się używać. Wszelkie ustawienia są nieco bardziej przejrzyste niż w "trójce", jednak mam wrażenie, że kosztem "customizablności". Po prostu opcji jest mniej (idziemy w stronę GNOME-a).

To tak na szybko i zupełnie subiektywnie. Kiedy wydane zostaną pierwsze poprawki, zaś większość potrzebnych aplikacji będzie stabilnie działać pod bibliotekami Qt4 - może przyjdzie czas na szerszą recenzję.

Dodane 07 lutego 2008 o 22:57:35 w kategoriach 'Linux'

Powroty

Powracam. Do blogowania. Raczej dla siebie i znajomych - więc poziom 1 i wzwyż. Ale nie chcę się ograniczać deklaracjami: jeśli uznam coś za wartościowe, pewnie odważę się na zero wrzucić.

Inni też wracają. Do spraw dawno zakończonych i, jak się wydaje, absolutnie oczywistych. Chodzi mi o sprawę p. Barbary Blidy, która to popełniła samobójstwo w czasie próby zatrzymania przez służby antykorupcyjne. Słowo "samobójstwo" jest tu kluczowe. Po prostu wzięła sobie kobieta strzeliła w klatkę piersiową - ja skłaniałbym się ku poglądowi, że poprzez poczucie winy i strach przed swego rodzaju hańbą, ale nie o to chodzi. Dopuśćmy nawet taką możliwość, że p. Blida była czysta jak śnieg, zupełnie, absolutnie niewinna i zabiła się przez stres związany z wtargnięciem do jej domu funkcjonariuszy CBA. Oczywiście widoczny jest absurd takiego podejścia - ale powiedzmy, że pewne prawdopodobieństwo istnieje. Co zatem powinno się w takich sytuacjach robić? Może zadzwonić i umówić się na konkretną godzinę? Być może popełniony został błąd, jednak obarczanie funkcjonariuszy winą za śmierć Barbary Blidy jest grubą przesadą. Do tego czymś obrzydliwym jest dla mnie wykorzystywanie śmierci - nieważne, jakiej - w medialnej propagandzie.

Dlatego czytając kolejne patetyczne teksty ku czci i pamięci Wielkiej Bohaterki Walki z Kaczyzmem, zwracam. Ostatni posiłek.

Dodane 07 lutego 2008 o 19:54:44 w kategoriach '(Pseudo)politycznie'